wtorek, 30 lipca 2013

Who I am 4





Po 9 obudziła mnie znajoma lekarka. 
- Niedługo przyjdzie pani z domu dziecka. Powinnaś się już zbierać.
Nie chciałam wstawać, bałam się tego miejsca. Niestety rzeczywistość mnie dopadła. Pięć minut później przyszła jakaś pani i gadała z panią doktor. Poszłam szybko się przebrać. Za chwile byłam już gotowa. Przywitałam się z nią. Z przyzwyczajenia chciałam już iść do 13 kiedy powróciły do mnie zdarzenia poprzedniej nocy. Fala uderzyła z podwójną siłą. Po tej okropnej nocy nie miałam już siły płakać. Mimo wszystko podeszłam pod znienawidzoną sale. Wchodząc zauważyłam puste już łóżko. Przystanęłam obok myśląc co teraz. Pomyślałam "Marnie ze mną..". 
-Zasrana rzeczywistość..-wymamrotałam pod nosem sama do siebie. 
Wiedziałam, że nie moge odkładać dłużej odjazdu do bidula, więc ociągając się doczłapałam do nowej opiekunki. 10 minut później byłam już w drodze do sierocinca.
Jechałam około pół godziny, ciągle zastanawiając się jak to będzie. Czy mnie zaakceptują itd. Na miejscu zobaczyłam dzieci bawiące się na podwórku i duży, stary, brzydki budynek. Po wejściu Pani Agata (bo tak sie nazywała kobieta, która po mnie przyjechała) powiedziała mi numer pokoju, w którym miałam zamieszkać. Kazała mi tam iść i zostawić rzeczy. W szpitalu odzyskałam torbę, w której  znalazłam pare drobiazgów. Dokumenty, mp3 i pare innych rzeczy.
Szłam przez korytarz gdy nagle usłyszałam za sobą głosy dwóch chlopaków. Poczułam szarpnięcie torby. Zdenerwowana odwróciłam się.
-Nudzi wam sie?!
-Troszeczke, a co masz jakąś propozycje?-spytał głupio jeden z nich.
-Najpierw znajdźcie sobie mózgi, a potem zacznijcie ich używać.- Poszłam nie czekając na odpowiedź. słyszałam jakieś komentarze typu "nowa" itd, ale nie słuchałam ich już.
Gdy dotarłam przed drzwi swojego nowego pokoju. Zawachałam sie przez moment, ale szybko się ogarnełam i pewna siebie weszłam do niego. Zobaczyłam 3 dziewczyny.  Była to dziwna sytuacja, bo dwie siedziały, a jedna stała nad nimi. 
-Puka sie!- powiedziała ta co nad nimi stała.
-Owszem, ale te ładniejsze.-odpowiedziałam nawet na nią nie patrząc.
-Ha! Nowa, a już podskakuje. Jak nie chcesz dostać to spieprzaj stąd.- po tych słowach  zbliżyła sie do mnie.


                                                                                                                                                                   
Cichutko tu coś.
Jak po 3 części?
Czekam i czekam na te komentarze. :D

niedziela, 28 lipca 2013

Who I am 3

No to jedziemy. Sialalala.

                                                                                                                                                                   




Codziennie siedziałam u mamy w pokoju, modląc sie by tylko sie obudziła. Chociaż mimo to, że chciałam by sie obudziła, to było mi wstyd. Było mi wstyd za to, że kompletnie nic do niej nie czuje.  Żadnej miłości, przyjaźni. Tylko jakieś chore, nieuzasadnione przywiązanie. Nie wiem czemu. Przecież nawet nie znałam jej głosu, a powinnam ją kochać?
Był przedostatni dzień w szpitalu, a właściwie wieczór. Odebrałam swoją kurtkę, była zniszczona. Pomyślałam, że przeszukanie kieszeni byłoby dobrym pomysłem. Były puste ale w dziurze znalazłam małe zdjęcie. Byłam na nim z mamą. Nasze szczęśliwe miny dobiły mnie jeszcze bardziej. Pomyślałam wtedy, co ze mną będzie, jeżeli ona się nie obudzi. "Ja i bidul?"- pomyślałam, ale nie chciałam się tym więcej zadręczać, chciałam się urwać, zapomnieć o rzeczywistości. Zmęczona rozmyśleniami poszłam do swojego pokoju. Chwile później moje powieki leniwie opadły, a ja odpłynełam w jedyne miejce, w którym nie musiałam martwić się o przyszłość- błogi sen.
Obudziłam się o 2 w nocy. Zły sen? nie.. cholerny i przeażający elektrokardiograf, w obecności którego modlisz się tylko o to, by wydawał każdy dzwięk, byle nie ciągły . Niestety ten taki był. Leniwie lecz czujnie podniosłam nogi, które w nocy wytawały się dużo cięższe. Zimna podłoga wywołała nieprzyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Krzyki lekarzy biegnących w strone 13 (sali osób w śpiączce) tylko mnie rozbudziły. Wyszłam przed moją sale. Szłam przed siebie, modląc sie tylko o to, by nie chodziło o moją rodzicielke. Bałam się tam iść, bałam się tego, że to co zobacze już na zawsze postawi kreske po miedzy tym co było, a tym co będzie. Przeklęłam w myslach człowieka, który tworząc ten szpital postanowił zrobić tak krótką przerwe po między moim pokojem, a 13. Ten korytarz był stanowczo za krótki. Nie byłam gotowa na wejście tam. Myśl o tym mnie paraliżowała paraliżowała. W końcu gdy dzwięk ucichł, nieśmiało uchyliłam drzwi słysząc tylko "zgon 2:13". Moje jak dotąd spięte nogi w jednej chwili przeszły w drugą skrajność. W tej sekundzie wszystko runęło, włącznie ze mną. Niczym nie pohamowana upadłam na ziemie opierając sie jedynie na rękach. Nie płakałam. Jednak ręce mimo wolnie powędrowały na twarz, zakrywając ją przed światem. Wychodząca pielęgniarka pomogła wstać.  w połowie drogi stanęłam. Naprawdę nie wiem czemu. 
-Chce ją zobaczyć- 3 słowa, 14 liter, niepohamowanie i zupełnie nieoczekiwanie wyszły z moich drżących ust.
Nic nie odpowiedziała, po prostu mnie tam odprowadziła.
Po przejściu przez ten cholerny próg zobaczyłam lekarza, który rozumiejąc sytuacje powiedział tylko
-Będe na zewnątrz.
Zobaczyłam ją. Nic nie czując podeszłam. Usiadłam i tylko patrzyłam obojętnym, ale i troche błagalnym wzrokiem na tą spokojną twarzyczke, marząc by dała jakiś znak życia. Cokolwiek. Jeden oddech, mrugnięcie, ruch palcem. Cokolwiek. Moje ręce mimowolnie skierowały się do jej wystającej spod narzuty dłoni. Ciepła, a jednak czuło się, że już nie ta sama. Próbowałam przeczekać, aż gula stojąca w moim gardle minie. Nie dałam rady. Poszła pierwsza łza, zaraz za nią druga, trzecia, czwarta i następne. Nie szlochałam. Moja twarz nie wyrażała smutku, raczej obojętność po której od czasu do czasu spływały łzy. 
-Dlaczego..?-wyszeptałam zaciskając powieki.-Dlaczego? no powiedz dlaczego?-powtarzałam już niespokojnie.
Moja głowa opadła na jej jeszcze ciepły brzuch. Pierwszy raz marzyłam, by poczuć jej ciepłą dłoń. Tak cholernie mocno chciałam usłyszeć jej głos, gdy mówi, że mnie kocha. Jej uśmiech, ciepłe spojrzenie. Niestety. Nic. Tylko cisza którą przerywał głuchy stukot zegarka.
-Kocham Cie..- Podniosłam głowe patrząc na jej już bledszą twarz.-naprawdę, kocham.-spuściłam głowe.
Wstałam kładąc rękę na poduszce obok jej głowy i nachyliłam się całując ją w czoło.- Zawsze będę o Tobie pamiętać, przepraszam- wmamrotałam co chwile zaciskając zęby, by znów się nie rozpłakać.
wyszłam z sali kierując się w strone mojego szpitalnego łóżka. Usiadłam na brzegu trzymając w objęciach poduszkę. Zacisnęłąm oczy pozwalając płynąć łzom.    

sobota, 27 lipca 2013

Who I am 2






15 minut później wróciła. Widać było, że nie miała dla mnie dobrych informacji. Nie wiedziałam co myśleć. Moje życie sie waliło, a własciwie  w mojej głowie dopiero się zaczęło. Czułam okropną pustke. Nie wiedziałam co teraz. To było za dużo na raz.
Usiadła obok i ręka poprawiła grzywke. Zobaczyłam, że ma obrączke. Wyglądała na maksymalnie 26 lat. Ciekawiło mnie czy ma dzieci. Telefon, który trzymała w drugiej ręce zaczą wibrować. Na ekranie widać było napis "Marek" i zdjęcie mężczyzny z małym dzieckiem w piżamce z dużym samochodzikiem na samym jej srodku. Pomyślałam "wiedziałam, że masz chłopca!", a ona spojrzała na mnie pytając czy może odebrać. skinęłam głową. Chwile później była już znowu obok mnie.
-Musisz wiedzieć jeszcze jedno.-Spojrzałam na nią czując kolejną fale zaniepokojenia i załamania. To ciekawe dopiero wybudziłam sie z 45 minut temu, a już doskonale znałam to uczucie.- Dopóki twoja mama się nie obudzi, będziesz mieszkała w domu dziecka.
Tysiące myśli w mojej głowie szalało." No właśnie! Czemu o tym nie myślałam? Przecież to logiczne, że nie zostane w szpitalu." Wtedy załamałam się kompletnie. Nie miałam siły na takie coś. To mnie po prostu przerastało. Schowałam twarz w dłonie, ale nie płakałam, nie wiem czemu, nie potrafiłam sie przy niej rozpłakać, chciałam być silna.
 W szpitalu miałam zostać jeszcze tydzień. Mój stan zdrowia był coraz lepszy, za to mojej mamy ciągle taki sam, niestety. Nie wiedziałam co dalej. W bidulu? Przecież ja tam nie dam rady. Nie przeżyje tam. Nie wytrzymam.

Następny tydzień niestety minął szybko. Z dnia na dzień coraz bardziej sie stresowałam. W nocy ciągle przesladowały mnie te same sny. Były w nich znajome postacie, ale nie widziałam twarzy ani jednej z nich. Jedynie we śnie czułam się bezpiecznie. Niestety z każdego snu wyrywała mnie bezwzględna rzeczywistość, z którą musiałam ciągle walczyć.

piątek, 26 lipca 2013

Who I am 1



-Gabrysia, Gabrysia słyszysz mnie?-z ciemności wyrwało mnie głośne i nieprzyjemne wołanie.-Gabrysia otwórz oczy.
 Nie znałam tej osoby, nie znałam tego imienia, ale głos był tak donośny, że czułam, że chodzi o mnie.
Poczułam jak w oczy razi mnie mocne swiatło, co utudniało wykonywanie rozkazów nieznajomego głosu. Po chwili ujrzałam młodą, uśmiechającą sie do mnie kobiete. Mimo wszystko nie czułam się bezpiecznie, nie wiedziałam gdzie jestem, co tutaj robie, a przede wszystkim nie wiedziałam kim ja    j e s t e m   . Poza tym czułam sie okropnie, wydawało mi sie, że zaraz pęknie mi głowa, co dodatkowo utrudniało myślenie.
-Spokojnie. Nie denerwuj się wszystko jest już dobrze.-Najwyrazniej nieznajoma widziała moje zdenerwowanie i postanowiła usiąść obok.- Wiesz gdzie jesteś?
W odpowiedzi nieśmiało poruszyłam głową na znak, że nie wiem.
- Jesteś w szpitalu, miałaś wypadek samochodowy, pamiętasz?-spojrzała mi głęboko w oczy z nadzieją , ale wiedziałam, że to nie wszystko, czułam w jej spojrzeniu litość.- Od tygodnia jesteś w szpitalu, byłaś w śpiączce.
Przez chwile próbowałam z całych sił skupić się i przypomnieć coś z przeszłości, ale w mojej głowie tkwiła kompletna pustka, nic, nawet jednego, drobnego wspomnienia. Z niemocy chciałam się rozpłakać, ale czułam, że nie powinnam, że to dla frajerów. I znowu kolejne przeczucie, znowu skądś znałam ten stan. Wciąż czułam wzrok kobiety na sobie, więc postanowiłam zebrać się w sobie i spytać.
-A pani jest moją lekarką, prawda? Prosze mi powiedzieć, z kim byłam w samochodzie..?
-Nic nie pamiętasz? Nawet ile masz lat?
-Niestety..
-Hmm..-Zmarszczyła brwi- Mam nadzieje, że to minie, ale to nie jest pewne. Masz 16 lat, a w samochodzie byłaś z mamą.
-Mamą? I co z nią, żyje?- spanikowałam.
-Tak, ale jest w ciężkim stanie. Tak samo jak ty byłaś, ona dalej jest w śpiączce.

To było dziwne uczucie. Z jednej strony przejęcie, a z drugiej pustka. Martwiłam się ale nie wiedziałam o kogo. Nawet nie wiedziałam jak wygląda, a jednak się przejęłam.
-A..- zaczęłam ale głos odmówił mi posłuszeństwa, więc spróbowałam drugi raz.- a jak ona ma na imie?- Zapytałam ze wstydem.
-Ewa.- Odpowiedziała z takim przekonaniem jakby nieznanie imienia własnej matki było czymś zupełnie normalnym. Mimo wszystko dało mi to przypływ pewności siebie. Dużo gorzej bym się poczuła, gdyby na przykład przechyliła głowe spojrzała na mnie dziwnie i odburknęła coś w stylu "No jak to? To ja mam Ci mówić? To twoja matka, a nie moja ". No, ale wracając do rzeczywistości.
-Moge do niej iść?
-Przykro mi, ale jeszcze jesteś za słaba.
-Rozumiem.- spojrzałam w dół, załamana tą całą sytuacją.-A co z moim tatą?
-Niestety... nie wiem. W dokumentach nie ma o nim żadnych informacji, ale..- przerwał jej lekarz wzywając do innego pacjenta.- Niedługo wrócę, musimy jeszcze pogadać.



I co myślicie o początku? c;

No siema siema

                                                       
       
                                                                   Siemanko !



Chciałabym razem z koleżanką serdecznie Was zaprosić do czytania i komentowania moich opowiadań (autorką następnego będzie koleżanka, która również prowadzi tego bloga), które pojawią się już wkrótce (pierwsze dziś już dziś). Nie obiecuje, że będą zabójcze, ale mam nadzieje, że choć trochę zwrócą waszą uwagę. Próbowałam już kiedyś, wcześniej coś pisać, ale jednak brak czasu dawał o sobie znać. No dobra, to ja się biore za wstawianie! ;3