niedziela, 28 lipca 2013

Who I am 3

No to jedziemy. Sialalala.

                                                                                                                                                                   




Codziennie siedziałam u mamy w pokoju, modląc sie by tylko sie obudziła. Chociaż mimo to, że chciałam by sie obudziła, to było mi wstyd. Było mi wstyd za to, że kompletnie nic do niej nie czuje.  Żadnej miłości, przyjaźni. Tylko jakieś chore, nieuzasadnione przywiązanie. Nie wiem czemu. Przecież nawet nie znałam jej głosu, a powinnam ją kochać?
Był przedostatni dzień w szpitalu, a właściwie wieczór. Odebrałam swoją kurtkę, była zniszczona. Pomyślałam, że przeszukanie kieszeni byłoby dobrym pomysłem. Były puste ale w dziurze znalazłam małe zdjęcie. Byłam na nim z mamą. Nasze szczęśliwe miny dobiły mnie jeszcze bardziej. Pomyślałam wtedy, co ze mną będzie, jeżeli ona się nie obudzi. "Ja i bidul?"- pomyślałam, ale nie chciałam się tym więcej zadręczać, chciałam się urwać, zapomnieć o rzeczywistości. Zmęczona rozmyśleniami poszłam do swojego pokoju. Chwile później moje powieki leniwie opadły, a ja odpłynełam w jedyne miejce, w którym nie musiałam martwić się o przyszłość- błogi sen.
Obudziłam się o 2 w nocy. Zły sen? nie.. cholerny i przeażający elektrokardiograf, w obecności którego modlisz się tylko o to, by wydawał każdy dzwięk, byle nie ciągły . Niestety ten taki był. Leniwie lecz czujnie podniosłam nogi, które w nocy wytawały się dużo cięższe. Zimna podłoga wywołała nieprzyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Krzyki lekarzy biegnących w strone 13 (sali osób w śpiączce) tylko mnie rozbudziły. Wyszłam przed moją sale. Szłam przed siebie, modląc sie tylko o to, by nie chodziło o moją rodzicielke. Bałam się tam iść, bałam się tego, że to co zobacze już na zawsze postawi kreske po miedzy tym co było, a tym co będzie. Przeklęłam w myslach człowieka, który tworząc ten szpital postanowił zrobić tak krótką przerwe po między moim pokojem, a 13. Ten korytarz był stanowczo za krótki. Nie byłam gotowa na wejście tam. Myśl o tym mnie paraliżowała paraliżowała. W końcu gdy dzwięk ucichł, nieśmiało uchyliłam drzwi słysząc tylko "zgon 2:13". Moje jak dotąd spięte nogi w jednej chwili przeszły w drugą skrajność. W tej sekundzie wszystko runęło, włącznie ze mną. Niczym nie pohamowana upadłam na ziemie opierając sie jedynie na rękach. Nie płakałam. Jednak ręce mimo wolnie powędrowały na twarz, zakrywając ją przed światem. Wychodząca pielęgniarka pomogła wstać.  w połowie drogi stanęłam. Naprawdę nie wiem czemu. 
-Chce ją zobaczyć- 3 słowa, 14 liter, niepohamowanie i zupełnie nieoczekiwanie wyszły z moich drżących ust.
Nic nie odpowiedziała, po prostu mnie tam odprowadziła.
Po przejściu przez ten cholerny próg zobaczyłam lekarza, który rozumiejąc sytuacje powiedział tylko
-Będe na zewnątrz.
Zobaczyłam ją. Nic nie czując podeszłam. Usiadłam i tylko patrzyłam obojętnym, ale i troche błagalnym wzrokiem na tą spokojną twarzyczke, marząc by dała jakiś znak życia. Cokolwiek. Jeden oddech, mrugnięcie, ruch palcem. Cokolwiek. Moje ręce mimowolnie skierowały się do jej wystającej spod narzuty dłoni. Ciepła, a jednak czuło się, że już nie ta sama. Próbowałam przeczekać, aż gula stojąca w moim gardle minie. Nie dałam rady. Poszła pierwsza łza, zaraz za nią druga, trzecia, czwarta i następne. Nie szlochałam. Moja twarz nie wyrażała smutku, raczej obojętność po której od czasu do czasu spływały łzy. 
-Dlaczego..?-wyszeptałam zaciskając powieki.-Dlaczego? no powiedz dlaczego?-powtarzałam już niespokojnie.
Moja głowa opadła na jej jeszcze ciepły brzuch. Pierwszy raz marzyłam, by poczuć jej ciepłą dłoń. Tak cholernie mocno chciałam usłyszeć jej głos, gdy mówi, że mnie kocha. Jej uśmiech, ciepłe spojrzenie. Niestety. Nic. Tylko cisza którą przerywał głuchy stukot zegarka.
-Kocham Cie..- Podniosłam głowe patrząc na jej już bledszą twarz.-naprawdę, kocham.-spuściłam głowe.
Wstałam kładąc rękę na poduszce obok jej głowy i nachyliłam się całując ją w czoło.- Zawsze będę o Tobie pamiętać, przepraszam- wmamrotałam co chwile zaciskając zęby, by znów się nie rozpłakać.
wyszłam z sali kierując się w strone mojego szpitalnego łóżka. Usiadłam na brzegu trzymając w objęciach poduszkę. Zacisnęłąm oczy pozwalając płynąć łzom.    

Brak komentarzy: